admin-9time

Oddalanie

Oddalanie Zaczyna się wcześnie. Zaczyna się od przyjścia na świat. Długo wyczekiwany moment – dla rodziców czy dla nowej duszyczki – w każdym razie z założenia pełen radości i zagadkowych przeczuć: czy będzie podobny bardziej do mamy, czy do taty? Najlepiej, gdyby do siebie, ale i to nie do końca może się zdarzyć, bo już na dzień dobry dostajemy tzw. “pakiet powitalny” w postaci szczepionek, które zmieniają nasze ciało na starcie. Kto czytał o zmianach, jakie uruchamia szczepienie, ten może się domyślać, że podawanie tych dawek w ciągu kilkunastu godzin po narodzinach – jak w przypadku WZW B i gruźlicy – to dość szybkie tempo. Szczególnie, że jeszcze nie zdążyliśmy poczuć, jak to jest po prostu POBYĆ na tym świecie. Jest trochę badań i głosów w środowisku naukowym, które sugerują, że kontakt tak małego organizmu z substancjami typu rtęć, czy starszego organizmu z „podobnymi dodatkami” – nie jest obojętny dla zdrowia. Ani tuż po narodzinach, ani dużo później. I w moim odczuciu to także wpływa na nasze oddalanie od siebie – wcale nie – mimochodem. Tym bardziej, że zanim jeszcze zdążymy się rozgościć w tej nowej rzeczywistości, już za chwilę, już zaraz czeka nas przedszkole… tfu, żłobek. Bo jakby od przedszkola się zaczynało, to ominąłby nas stres związany z byciem daleko. I to nie tylko od mamy (czy głównego opiekuna).  Ale i tu nie do końca się udaje. Bo zanim dziecko na dobre zacznie swoją przygodę z mową, już musi się nieźle nagimnastykować, żeby odnaleźć się w świecie żłobka – pełnym bodźców, niepewności i lęku przed rozłąką. I nie jest to już żadną nowością, że właśnie w pierwszych trzech latach życia buduje się najgłębsza więź z opiekunem, a przedwczesna rozłąka może powodować niepokój i długofalowy lęk. To przecież czas budowania przywiązania, poczucia bezpieczeństwa i zaufania do świata (zob. John Bowlby, Mary Ainsworth, czy np. „Encyklopedia rodzice i dzieci”, praca zbiorowa, Park 2002,). A im więcej bliskości, tym łatwiej pozostać sobie naprawdę – bliskim/ą. Z kolei każde przedwczesne rozdzielenie, nawet w dobrej wierze, może poszerzać dystans, który z czasem zakorzenia się nie tylko w naszej fizyczności, ale i w emocjach. Po co ten żłobek? Powodów jest wiele: od społecznego konceptu na szybkie „Mama wraca do pracy” czy „Aktywny rodzic”, przez kilka stówek więcej do domowego budżetu, po argumenty, że przecież „na te wszystkie 800+ też ktoś musi pracować” – i tu już każdy może sobie dopowiedzieć resztę. Ale abstrahując od motywacji – właśnie tu, w żłobku, zaczyna się znane wielu rodzicom koło… a może raczej koło przerywane, bo przecież nigdy nie wiadomo, kiedy znów się zatrzyma, a kiedy na chwilę ruszy. Kto przeżył żłobek, ten wie: katarek z gilem do pasa, tłumaczenie pani, że to „znowu ta alergia”, potem gorączka, nieprzespane noce, L4 i wartko proponowany antybiotyk na zmianę ze sterydem – czyli kolejna dawka chemii, która trafia w nas zdecydowanie za wcześnie. Trzy dni chodzenia, dwa dni przerwy i znowu to samo. Po drugiej stronie „nieAktywny rodzic” – kolejny niedospany dzień w pracy, bo przecież „alergiczny katarek” czy ząbkowanie też zaraża, a jeszcze jedno L4 w tym miesiącu tylko pogłębia krzywe spojrzenia współpracowników z team’u. Tak to już jest z tym przerywanym kółkiem, które niby się kręci, ale jakby prowadzi donikąd – a już na pewno w tym czasie się nie domyka. Jest jeszcze wariant z wyrywaniem z rąk w szatni, ale to już temat rzeka. A skoro o rzece mowa, to może warto czasem spojrzeć właśnie w jej stronę? A właściwie w stronę natury. Oddalenie od niej, która instynktownie podpowiada, kiedy być razem, a kiedy pozwolić na samodzielność – to też coś, co coraz częściej nam umyka. Nawet najbliższe nam ssaki, takie jak szympansy czy goryle, nie rozstają się z matką do kilku lat (nawet do 5). Fizyczną bliskość tracą dopiero, gdy naprawdę są gotowe, czyli nie wtedy, gdy zadecyduje o tym system. Dlaczego nam, mamom (w większości), tak trudno jest dziś wytrzymać z podlotkiem i cierpliwie czekać na ten właściwy moment? Bo to już nie czasy, kiedy dziadki, ciotki i kuzynki kręciły się wokół tego samego domu, albo zaraz obok – czy też w kolejnej wiosce, by choć na chwilę doglądnąć malucha i dać odpocząć mamie, pomagając jej w tym ważnym życiowym przedsięwzięciu. A może dlatego, że w świecie, w którym wszystko przyspiesza jest nam trudno odpocząć albo dojść do siebie, bo w kluczowym okresie po porodzie, kiedy hormony, sprawność mięśniowa, nastrój i psychika potrzebują miesięcy, by „wrócić do siebie”, mama zostaje oderwana na większość dnia równie mocno od potrzebnego jej wsparcia dorosłych – innych niż team’owe koleżanki. A jeśli trafi się na czas przerywanego koła, to zamknięta pośród betonowych ścian, i tak zostaje sama…Bo dzieje się w świecie, gdzie narracja społeczna o biznesmamie, parciu wyżej, mocniej, dalej i względy ekonomiczne – jak spłacanie trzydziestoletniego kredytu na start – sprawiają, że na zwyczajne bycie razem coraz trudniej znaleźć miejsce i czas. Coraz trudniej jest nam po prostu być – i zaufać, że to “bycie razem” jest najważniejsze. Nie dziwi więc coraz większa popularność szamańskich tańców, kręgów kobiet czy szeptuch i innych tego typu inicjatyw kolektywnych. Bo natury – tej prawdziwej i pierwotnej– oszukać się nie da. A co potem? A potem jest przedszkole. Kolejna dawka chemii w formie szczepionek przypominających i hops – znowu o krok dalej od siebie. Co do lęków i oddzielenia, tu sprawa staje się już prostsza (choć wiele zależy od konkretnego dziecka). Generalnie przyjmuje się, że około czwartego roku życia dziecko jest już wystarczająco dojrzałe, by pójść do przedszkola – szczególnie jeśli samo szuka kontaktu z rówieśnikami i coraz bardziej pragnie samodzielności, czy wręcz niezależności od rodziców. Na przykład nie protestuje, kiedy na placu zabaw zostaje z ciocią. A jeśli nie jest gotowe, a mimo to idzie – często zaczyna się cykl chorób i infekcji. Bo to nasze ciało- mądre jest i potrafi pokazać bunt również poprzez objawy psychosomatyczne. Następnie szkoła. Ilość napisanych artykułów, podcastów, shortów i cały wzrost świadomości sprawiają, że już chyba nikt nie musi tłumaczyć, jak archaiczny bywa nasz system edukacyjny. Czasem, stojąc na apelu córki czy syna, naprawdę mam

Oddalanie Dowiedz się więcej »

Haga – miasto w ruchu. Moje odkrycia z holenderskiej stolicy aktywnego życia.

Haga – miasto w ruchu. Moje odkrycia z holenderskiej stolicy aktywnego życia. Mówi się, że „małe jest piękne” – i trudno się z tym nie zgodzić, patrząc na Holandię. Ten niewielki kraj, zajmujący powierzchnię ok. 7,5 razy mniejszą od Polski (ok. 41,543 km²) pokazał mi, jak wielkie rzeczy można osiągnąć dzięki przemyślanym rozwiązaniom i konsekwencji w działaniu. Spontaniczna podróż do Hagi okazała się nie tylko piękną przygodą, ale prawdziwą lekcją tego, jak można żyć aktywniej, zdrowiej i… szczęśliwiej w jakimkolwiek miejscu. Nasza podróż do Hagi rozpoczęła się już na lotnisku w Eindhoven, gdzie od razu doświadczyliśmy, jak sprawnie działa holenderski system komunikacji. To, co mogłoby wydawać się w miarę skomplikowaną i męcząca trasą: autobus 404 do dworca centralnego, przesiadka w pociąg Sprinter, kolejna przesiadka w inny i finalnie tramwaj w Hadze – okazało się być przyjemną i bezstresową podróżą. W dodatku bardzo intuicyjną, ze względu na czytelne oznaczenia wskazujące kierunki, perony i godziny odjazdów. Holendrzy stworzyli system, który działa jak szwajcarski zegarek. Wszędzie prowadzą nas przejrzyste informacje. A jeśli w jakimś aspekcie czujemy niedosyt, to na każdym kroku można spotkać pomocnych, uprzejmych i zadowolonych ludzi, gotowych wskazać drogę czy doradzić najlepsze połączenie. A co najważniejsze! niepoprawnie odbitą kartę bankomatową przy wejściu do tramwaju potraktują jak pomyłkę, by zaraz później pokazać jak to zrobić właściwie lub poprosić o wyjście na następnym przystanku. Wow! jak dobrze, że można uczciwie nie wiedzieć, że można się pomylić, nie dopatrzeć, bez dojmującej konsekwencji w postaci wysokiego mandatu okraszonego wstydem „oszukańca”! Schludność i czystość dworców oraz środków transportu, ulic, chodników to kolejny element, który sprawił, że podróżowanie po Holandii było dla nas czystą przyjemnością. Może to także dzięki koszom na śmieci „wbudowanym” w ziemię? Nie wiem kto był pomysłodawcą, ale w całości „kupuję” ten pomysł, bo naprawdę trudno szukać tańczących na wietrze papierków, choć szumu wiatru akurat w tym miejscu nie brakuje. Nie brakuje też szumu rowerowych kół i spokojnego rytmu kroków pieszych – czyli tego, co urzekło mnie w Hadze najbardziej: miasto pulsujące ruchem innym niż ten, do którego przywykliśmy w większości europejskich metropolii. Zamiast wielkiego zgiełku samochodów, dominuje tu miarowy, jakby uspokajający rytm, w którym człowiek i jego naturalne potrzeby są na pierwszym miejscu. A to m.in. za sprawą przestrzeni zaprojektowanej z myślą o ruchu:  🚲 Szeroko rozciągającej się sieci ścieżek rowerowych i dogodnych oraz łatwych możliwości wypożyczania tego jednośladu 🚶‍♀️Bezpiecznych, szerokich przejść dla pieszych wraz z wyraźnym ich oznaczeniem 👣 Przestronnych i czystych chodników zachęcających do spacerów 🌳 Licznych parków i terenów zielonych, gdzie można aktywnie spędzać czas Patrząc na holenderskie miasta, marzę o podobnych rozwiązaniach w mojej (i nie tylko) okolicy. Cieszy mnie fakt, że przez ostatnich kilka lat pojawiło się wiele udogodnień, ale teraz przyszedł czas na kolejny krok – odkrycie na nowo uroku podróżowania 🚂, 🚊 czy 🚲. W dalszym ciągu dominującym środkiem transportu jest samochód, nie rzadko z jednym pasażerem w środku… Byłoby super, gdybyśmy wszyscy spróbowali choć raz w tygodniu zamienić samochód na alternatywny środek transportu. Co Wy na taki challange? Holendrzy przodują też w światowych statystykach dotyczących aktywności fizycznej. Według badania Ipsos z 2021 roku, mieszkańcy Niderlandów są najbardziej aktywnym narodem spośród 29 badanych krajów – spędzają średnio 12,8 godziny tygodniowo na różnych formach ruchu, co jest wynikiem dwukrotnie wyższym niż średnia globalna wynosząca 6,1 godziny (źródło: Ipsos). Co więcej, najnowsze dane z RIVM (Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego i Środowiska) pokazują, że 56% Holendrów w wieku powyżej 4 lat uprawia sport przynajmniej raz w tygodniu (źródło: RIVM). Z kolei Bicycle Dutch ( Bicycle Dutch) informuje, że w Hadze 38% wszystkich podróży odbywa się na rowerze. Jest to znaczący odsetek bike’owych 😉 miłośników, choć jeszcze większym może pochwalić się Utrecht (51%). To nie tylko sposób przemieszczania się – to styl życia. Rodzice jadą do pracy na rowerach, dzieci pedałują do szkół, alternatywnie korzystają z tramwaju, a weekendowe wycieczki rowerowe są tak naturalne jak dla nas niedzielny obiad u babci. Czy to jakaś zbieżność, czy działa tu reguła dowodu społecznego? („wszyscy mają mambę – mam i ja” – „wszyscy jeżdżą na rowerze- jeżdżę i ja”! Robert Cialdini). Działa, czy nie… jakby to było zamienić co 2-gi niedzielny obiad „u babci” na wycieczkę rowerową całą familią na świeżym powietrzu bez względu na pogodę? Holenderskie podejście do aktywności fizycznej różni się od tego, które znamy z Polski. Tutaj nie jest to „dodatkowe zajęcie” czy „hobby” – to naturalny element każdego dnia. Nawet Madurodram – miniaturowy świat holenderskiej historii i kultury, proponując interaktywną rozrywkę, wyróżnia się ruchem: wiatraki obracają się napędzane pogodą, stateczki wycieczkowe kursują po kanałach, w tunel wjeżdżają pędzące nowoczesne pociągi, a na lotnisku Schiphol – ruch, jak co dzień.   Według badań Narodowego Instytutu Zdrowia, dorośli Holendrzy spędzają średnio 24 (mężczyźni) i 28 (kobiety) minut dziennie na samym tylko chodzeniu i jeżdżeniu na rowerze (źródło: NIH), co idealnie wpasowuje się w zalecane normy aktywności fizycznej. Jako osoba tworząca treści dla dzieci, widzę w tym ogromną inspirację. To pokazuje, jak ważne jest wpajanie nawyków aktywnego życia od najmłodszych lat, nie poprzez nakazy, ale przez tworzenie odpowiedniego środowiska, przestrzeni i kultury. Co możemy przenieść z holenderskich doświadczeń do naszego życia? 👣 Traktowanie ruchu jako naturalnej części dnia 👨‍👩‍👧‍👦 Włączanie całej rodziny w aktywności fizyczne 🎯Wybieranie aktywnych form transportu, gdy to możliwe 🌸 Spędzanie więcej czasu na świeżym powietrzu …tym bardziej, że Polska natura także zachwyca swoją różnorodnością: od szumu fal Bałtyku na północy, przez dzikie ścieżki Bieszczad na południu, po krystaliczne jeziora Mazur na wschodzie i tajemnicze lasy na zachodzie – każdy zakątek naszego kraju oferuje wyjątkowe możliwości do aktywnego wypoczynku i wyciszenia. Tak jak w Hadze, której jednym z największych skarbów jest wyjątkowe położenie nad Morzem Północnym 🌊. Scheveningen, nadmorska dzielnica miasta, w której zatrzymaliśmy się na kilka dni, oferuje bezpośredni dostęp do morskiej przestrzeni. To nie tylko plaża i promenada – to miejsce, gdzie natura spotyka się z miejskim życiem w najbardziej harmonijny sposób. Spacerując brzegiem morza, obserwując fale i wsłuchując się w szum wiatru, można dosłownie poczuć, jak stres odpływa wraz z każdą kolejną falą. Holendrzy doskonale rozumieją terapeutyczną moc natury – często można spotkać tu rodziny na

Haga – miasto w ruchu. Moje odkrycia z holenderskiej stolicy aktywnego życia. Dowiedz się więcej »

Mikołajkowy natłok, czyli kiedy mniej znaczy więcej 🎅 🎅 🎅

Mikołajkowy natłok, czyli kiedy mniej znaczy więcej 🎅 🎅 🎅   Mniej znaczy więcej, zwłaszcza gdy mówimy o rozdawaniu słodyczy czy grającego, migoczącego plastiku jako opcjonalnej formie prezentu. W czasach, gdy Mikołajki stały się niemalże festiwalem komercji, czekoladki, lizaki, tanie, plastikowe, szybko psujące się drobiazgi, stanowią często wybieraną opcję, która zaspokaja chwilową potrzebę obdarowywania, ale nie wnosi trwałej wartości do życia naszych dzieci.  W ostatni miesiąc roku jedno z pytań, które skłania mnie do zastanowienia się nad grudniową euforią brzmi: czy ta cała mikołajkowa gorączka naprawdę służy naszym dzieciom?  6 grudnia to dzień, kiedy Mikołaj odwiedza przedszkole, w szkole zostawia prezenty robiąc je jeden drugiemu z maminych pieniędzy („Mamo, a dlaczego Alek składa się na jakieś prezenty mikołajkowe?), Mikołaj zagląda do domu, dziadek dzwoni i mówi, że i u niego też był i coś zostawił, a na tańcach wchodzi, delikatnie przerywając układy gimnastyczne, by wręczyć po cukierku. Prababcia z entuzjazmem potwierdza, że nawet do jej domu zawitał Święty z podarunkiem… I tak dzieci słyszą w kółko tę samą opowieść: Mikołaj tu był, tam był i jeszcze gdzieś indziej również zdążył wpaść. Bo widoczne zamieszanie związane z pojawianiem się Mikołaja w szkole, w domu, u dziadków i w każdym sklepie to – w moim odczuciu – zbyt wiele dla mnie, dorosłej osoby, która widzi go i tu, i tam, słyszy wszechobecne „ho ho ho”, a także płaci na szkolne składki, uśmiecha się do zorganizowanych na zajęciach dodatkowych – mikołajkowych eventach oraz próbuje ogarnąć logistykę tych wszystkich „magicznych” spotkań. Zbyt wiele nie tylko dla mnie, ale przede wszystkim dla małych głów… 🎁 Mikołajkowe Święto w Każdym Miejscu „Mamo, a który to jest prawdziwy Mikołaj?” – zapytała zdezorientowana już Rozalia, kiedy starszy brat, niczym mały detektyw zadał jej podchwytliwe pytanie: „Roza, a to Ty nie widzisz, że ten Święty, który jest w tylu miejscach na raz ma sto twarzy, adidasy Nike’a i czasem nawet zapomina zdjąć metkę z kostiumu?” Rozalia spojrzała na brata z niedowierzaniem, a potem na mnie, szukając odpowiedzi… Te dwa pytania – i córki, i syna – uświadomiły mi, że coś tu zaczyna się kruszyć; że ta piękna, dziecięca wiara staje się coraz bardziej chwiejna pod naporem nachalnej komercji i wszechobecnych „fałszywych” Mikołajów. I naprawdę nie wiedziałam, czy odpowiadać i wtrącać się w ich rozmowę, czy nie, bo mając na uwadze obnażającą się prawdę tak widoczną jak nigdy wcześniej (mniej ekranów, socialów, możliwości porównywania i z daleka machających napompowanych postaci chwiejnie trzymających się na (jeszcze listopadowym) wietrze itp. itd.), miałam wrażenie, że my, dorośli, sami odbieramy dzieciom radość z prostego przeżywania magii, zastępując ją niepotrzebnym chaosem.  Z jednej strony chciałabym, żeby magia Mikołaja trwała jak najdłużej, z drugiej – nie mogę ignorować tego, że wszystko wokół staje się zbyt przejrzyste. Czuję też, że nadmiar sprzecznych informacji wprowadza także chaos w naszym – rodzicielskim – podejściu do budowania tej „magii”.  W końcu w dobie, kiedy media społecznościowe, filmy i reklamy krzyczą o Mikołaju z każdej strony, trudno utrzymać tę delikatną iluzję. Poza tym, pozostaje jeszcze jedno pytanie: kiedy przychodzi ten Święty Mikołaj? czy pojawia się wyłącznie 6grudnia? Czy w tym terminie przychodzi tylko na chwilę, by powrócić w innym tj. zostawiając prezenty pod choinką w czasie Bożego Narodzenia? Czy to także jego sprawka? A jeśli tylko 6grudnia, to skąd prezenty 24 grudnia? A może przynosi je i wtedy i wtedy?  A tak poza tym… wyobraźmy sobie, że jako dorośli, widzimy tę samą osobę w kilku miejscach naraz. Brzmi niepokojąco, prawda? Dzieci próbują to zrozumieć na swój sposób i wcale im się nie dziwię, że mają z tym trudności… Czy musimy aż tak mnożyć te spotkania z Mikołajem? Czy nie lepiej byłoby wrócić do „początków” i wybrać jedną, naprawdę wyjątkową wizytę? …albo w ogóle? A jeśli nie, to czy wyobrażacie sobie, by mogły zniknąć te plastikowe zapychajki lub czekolado-podobne doładowywacze energii, które wpływają na leczoną później jako dziecięce zaburzenie – nadpobudliwość?  My ostatnio pojechaliśmy na spotkanie Mikołaja z Laponii w jednym z bardzo unikalnych miejsc na turystycznej mapie Polski. 🦌❄️Gościem specjalnym był Joulupukki czyli licencjonowany Święty Mikołaj prosto z wioski Rovaniemi. 🎅 Mimo najbardziej pracowitego okresu w roku, odwiedził Polskę podczas wyjątkowej wizyty w Karkonoszach. A jakich miał przytulnych pomocników! Trzy puchate, wysportowane i szybkie Husky. Ognisko, ciepła herbata i tyle ciekawostek w jednym! Bo wiedzieliście na przykład, że Mikołaj w lecie lubi łowić ryby (ale zawsze zapomina haczyków!)? Było biało, ciepło, przepięknie, mądrze i bardziej zrozumiale dla mojego (i nie tylko) dziecka.  Droga do Wolności… A może prawdziwa magia tkwi w tym, by w pewnym momencie powiedzieć dzieciom prawdę? Czy „zdemaskowanie” Mikołaja jako postaci symbolicznej może być krokiem ku większej autentyczności? Zamiast tworzyć zamieszanie, może dobrze byłoby wyjaśnić, że Mikołaj to symbol dobroci, dzielenia się i radości. W końcu…. warto pamiętać, że Święty Mikołaj ma swoje korzenie w historii. Był prawdziwym człowiekiem – biskupem Mikołajem z Miry, który pomagał potrzebującym. To postać, która uczy, że największym prezentem jest dawanie i pomaganie innym. To nie moja rola, by poddawać w wątpliwość tradycje, które pielęgnujemy w naszych domach. Wszystkie są dobre, gdy służą dobru. Każda rodzina ma przecież swoje unikalne sposoby na celebrowanie tego czasu. Niczego też nie zamierzam sugerować. Podzielę się jednak własnym przemyśleniem, że kluczowe jest w tym wszystkim to, aby tradycje wzbogacały nasze życie, a w tym przypadku, także przyszłe tradycje naszych dzieci i pomagały im zrozumieć prawdziwe wartości, które staną się fundamentem budowania ich dorosłego świata. I żeby było jasne: nie jestem przeciwniczką celebracji tego dnia, ale uważam, że warto zastanowić się nad tym jaki kierunek obrać, by kształtować tradycje inne niż te oparte na plastikowo-czekoladowych giftach. Zamiast tego można rozważyć: Wszystkie te pomysły można zrealizować z rodzicami, w szkole, przedszkolu itp. itd. Mniej znaczy więcej: mniej dawania, mniej udawania, chaosu, zagubienia, mniej kosztów na to, by zasilać centra handlowe na sztuczne mikołajki. Więcej: dobra, wspólnie spędzonego czasu, kreatywności i autentyczności. 🎅 A Wy, jak podchodzicie do mikołajkowego szaleństwa? Podzielcie się proszę swoimi przemyśleniami!

Mikołajkowy natłok, czyli kiedy mniej znaczy więcej 🎅 🎅 🎅 Dowiedz się więcej »

Odkrycia

Odkrycia PL: Opowiastka o tym, że często dostajemy sygnały z zewnątrz o tym, co wymaga przyjrzenia się wewnątrz. O tym, że spotkanie z drugim człowiekiem też jest tym sygnałem, szczególnie jeśli obok słuchania, także słyszymy. Szczególnie, że słyszenie chodzi w parze z uważnością, tak jak niezwykłe odkrycia z przypadkowymi błędami. https://9time.pl/wp-content/uploads/2024/11/3-Odkrycia-opowiastka-dla-wiekszych.mp4 ENG: A little story about how we often receive signals from the outside about what requires attention on the inside. About how meeting another person is also such a signal, especially if, alongside listening, we truly hear. Especially since hearing goes hand in hand with awareness, just as remarkable discoveries go hand in hand with accidental mistakes. https://9time.pl/wp-content/uploads/2024/11/3-Discoveries-opowiastka-dla-wiekszych-.mp4

Odkrycia Dowiedz się więcej »

Granice widoku(ufff). 

Ufff, I did it! – brzmiał głos w mojej głowie zaraz po tym jak wspięłam się na Gjeravicę. I od razu ten  zapierający dech w piersiach: widok – styk nieba i ziemi, czyli tu, gdzie wszystko wydaje się możliwe.  Trzeba „tylko” wierzyć w te możliwości, a podczas wędrówki czasami zrobić przerwę: bo to, że podczas  wspinaczki – tej górskiej i tej życiowej – przyjdzie moment, kiedy zabraknie sił, jest nieuniknione,  szczególnie, jeśli dotychczas wspinałeś/aś się niżej. Poddanie się też jest odwagą, ale jeśli masz przed  sobą takie widoki, to jakaś moc i tak popcha Cię do przodu. Moc albo ktoś, kto ma jej więcej niż Ty i  potrafi dmuchać w skrzydła (dziękuję Grześku!).   Wędrówka   Gjeravica jest miejscem wyjątkowym nie tylko z powodu swojej wysokości, ale i umiejscowienia: leży  w paśmie Gór Przeklętych na granicy trzech państw – Czarnogóry, Kosowa i Albanii. Taka kompilacja  sprawia, że od razu ukazuje mi się przed oczami wykreowany przez wyobraźnię obraz przenikania się   światów i kultur jawiący się jako żywy gobelin historii splatających różnorodne tradycje, języki i  opowieści. Również te o naturalnych podziałach wytyczonych przez czas, historię i geografię. Obraz jedności w różnorodności.  Sam szlak na szczyt jest zróżnicowany: raz prowadzi szeroką doliną, innym razem przez strome skały,  zmuszając do wysiłku zarówno ciało, jak i umysł. Jak w pisaniu książeczki – angażujesz wszystkie swoje części duchowe, mentalne i fizyczne. Pojawiające się podczas pisania wątpliwości i problemy nie do  rozwiązania skłaniają do patrzenia na granice z różnych perspektyw, by realnie przejść przez to co się  da i co musi zostać „nieidealne”. Bo nie wszystko uda się dokładnie tak, jak zakładamy. Jak z górską  ścieżką – nie tylko jedna z nich prowadzi na szczyt, a na niektórych można się potknąć czy zranić nogę  o kamień. Ale to właśnie te zakręty, kamienie i mentalne przeszkody sprawiają, że droga nabiera  prawdziwego znaczenia. Zauważysz to nie tylko w odbiciu przepięknego, przejrzystego stawu, który  miniesz po drodze (Deravica Lake), ale także w rezultatach swojej własnej pracy. To jak przypomnienie, że nasze cele i marzenia nie zawsze osiągamy w linii prostej: czasem musimy  zboczyć, zatrzymać się, by złapać oddech lub znaleźć nową ścieżkę, której wcześniej nie braliśmy pod  uwagę. Każdy krok, nawet ten niepewny, prowadzi nas jednak coraz bliżej. A nieprzewidywalność i  włożony wysiłek przynoszą prawdziwą satysfakcję, budując naszą wytrzymałość i wiarę w to, że  jesteśmy w stanie pokonać kolejne granice –te na górskich szlakach i na życiowych ścieżkach.  A na górze: rześkość powietrza w płucach i na wyciągniecie ręki – obrazy górskich granic – tych  geograficznych, które oddzielają Kosovo, Czarnogórę i Albanię i tych, które oddzielały mnie od tego,  co wydawało się niemożliwe, by zrobić to, czego chciałam. Bo to granice wyznaczają, jak daleko  jesteśmy gotowi sięgnąć po marzenia.  Przekraczanie (nie)możliwości.  Wydanie tej książeczki było dla mnie, paradoksalnie, równie trudnym wyzwaniem, co zdobycie  Gjeravicy. Głownie przez strach myślenia. Co do książeczki – czy się uda, a co do Kosova: strachu  związanego z historią kraju, innością miejsca w porównaniu do tych „bardziej” europejskich oraz wysokością samej góry, bo dotychczas na tak wysoką (dla mnie), nie miałam okazji się wspinać.  Historia Kosowa budziła w mojej głowie mieszankę pytań, emocji i refleksji. To taka opowieść pełna  napięć i trudnych decyzji czy doświadczeń, które wciąż wpływają na życie codzienne i tożsamość ludzi  zamieszkujących ten region. Patrząc z góry na granicę trzech państw, poczułam, że historia tego  miejsca wpływa jeszcze mocniej na jego teraźniejszość. Wnioskuję to także z rozmów z mieszkańcami  Kosova. Granice nie są tylko liniami na mapie – to podziały, które przez dekady dzieliły ludzi,  formowały ich przekonania i kształtowały narodowe tożsamości. I jak do wszystkiego – trzeba także  czasu, by narodziło się nowe (myślenie).  Dla Kosowa walka o niezależność to więcej niż polityczna deklaracja – to dążenie do samookreślenia  się i godności, a historyczne korzenie to nie tylko zapis przeszłych wydarzeń, ale przede wszystkim  głęboko zakorzenione historie ludzi, którzy przez pokolenia mieszkali i tworzyli kulturę tego miejsca. I  nadal tworzą, tylko po nowemu…  Te historie kształtują ich własną przyszłość, ale przypominają także nam wszystkim o tym, jak mocno  kształtowanie naszych myślowych historii, wyobrażeń, wpływa na to, co tu i teraz, na to jak będzie i na  samodzielny wybór własnej drogi.  (Powyżej mam bardziej mam na myśli napięcia pomiędzy Serbami i Albańczykami zamieszkującymi  Kosowo, które zaczęły się jakiś czas temu, ale nie chcę tu pisać o historii tych konfliktów).  Patrząc na rozciągające się kraje, dostrzegłam też, jak bardzo złudne są niektóre podziały. Nie tylko te  w głowie. Na szczycie przecież wyraźnie da się odczuć jedność przestrzeni i zrozumienie, że czasami  to, co na mapie (myśli) jest granicą, w rzeczywistości stanowi jedynie kolejny etap podróży. Podobnie  jak z twórczością – to nie cele ograniczają nas, ale nasza wiara (lub jej brak) w siebie.  Cała ta podróż to także zagłębianie się do swojego wnętrza, walka z własnymi lękami, z przekonaniem,  że istnieją takie miejsca, do których dostęp wydaje się niemożliwy, jakby były osłonięte mgłą  niepewności i strachu. To przestrzenie, które sami w sobie zamykamy – z obawy, że jeśli się do nich  zbliżymy, zobaczymy rzeczy, na które nie jesteśmy gotowi. Miejsca, w których mieszka nasza  autentyczność, ale także nasze najgłębsze lęki. Stopniowo jednak, wraz z rozwojem drogi i mocą, która  nas spotyka, granica między tym, co wydaje się nieosiągalne, a możliwościami staje się co raz mniej wyraźna, aż w końcu po prostu zanika. Wtedy widzisz już całość. Jak ja, w ten cudowny dzień, z  wysokości 2656m. n.p.m.  Przebyta droga i wydanie tej książeczki nauczyły mnie, że najważniejsze granice to te, które sami sobie  wytyczamy. One są najtrudniejsze do przekroczenia, bo wymagają w pierwszej kolejności  świadomości, później odwagi, wiary we własne moce, a w końcu konfrontacji tego wszystkiego z  rzeczywistością.  Opowieść, którą oddaję Wam w formie tej książeczki, to nie tylko krótkie baśniowe historyjki, ale  także symbol odwagi i wiary, która narodziła się z niejednej wewnętrznej podróży. Odwagi, by  przestać wierzyć w narzucone przez nas samych ograniczenia i wyruszyć w drogę ku własnym  marzeniom, niezależnie od przeszkód, które mogą się pojawić.   Każde miejsce jest możliwe do osiągnięcia, a każde słowo warte zapisania, jeśli niesie ze sobą

Granice widoku(ufff).  Dowiedz się więcej »

Księgi i Poduszki

Księgi i Poduszki Bohaterka tej bajki postanawia odkryć tajemnicę starego młyna – migotanie świateł wskazuje, że mimo upływu lat, może skrywać coś, co nie poddało się zapomnieniu. Ciekawa nieznanego, wyrusza drogą, którą zna tylko ona – to znaczy tak właśnie uważa. A kiedy dociera na miejsce, okazuje się, że nie jest sama. Poznaje osobę, która wyjaśni obecność światełek – nie tylko tych w młynie. A zadając kolejne pytania, da bohaterce do zrozumienia, że odpowiedzi jest więcej niż tylko jedna, a na niektóre przyjdzie jej jeszcze poczekać. Jak myślicie, dlaczego? Zapraszam do wysłuchania 😉 https://9time.pl/wp-content/uploads/2024/11/Ksiegi-i-Poduszki-22-10-2024.mp4 ENG: The hero of this tale decides to uncover the mystery of the old mill – the flickering lights suggest that despite the passage of time, it may still hide something that has not been forgotten. Curious about the unknown, she sets out on a path known only to her – or at least that’s what she believes. When she arrives, however, she discovers that she is not alone. She meets someone who will explain the presence of the lights – not just those in the mill. By asking more questions he will let the hero know that there is more than one answer and some will take time to reveal themselves. Why do you think that is? Listen and check 😉 https://9time.pl/wp-content/uploads/2024/11/Books-and-Pillows.mp4

Księgi i Poduszki Dowiedz się więcej »

Perełki

Perełki   Bardo miała ostatnio mocno niespokojny czas. Traciła cierpliwość, a wewnętrzny spokój ulatywał jak delikatny dym zgaszonej świecy. Wszystko przez tą kopertę, która zgubiła się w innej rzeczywistości ukrywając swe miejsce przed mrówką. Ostatnią szansą na jej odnalezienie okazała się dla mrówki wizyta u starej szwaczki – Diry, która zgodziła się pomóc Bardo pod jednym warunkiem. Jakim?  Posłuchaj i sprawdź, a później pomóż mrówce odpowiedzieć na pytania:   czy do tego, by poczuć wewnętrzny spokój nieodzownym staje się czekanie czy poszukiwanie?  gdzie zaciera się granica między akceptacją tego, co jest, a chęcią zmiany na lepsze? … I czy to lepsze, istnieje? https://9time.pl/wp-content/uploads/2024/10/18-Perelki-22-10-2024.mp4 ENG: Bardo had been going through quite a restless time lately. She was losing patience, and her inner peace was slipping away like the delicate smoke of an extinguished candle. All because of that envelope, which had gotten lost in another reality, hiding its place from the ant. The ant’s last chance to find it turned out to be a visit to the old seamstress, Dira, who agreed to help Bardo under one condition. What condition was that?  Listen and find out, and then help the ant answer these questions: • Does finding inner peace require waiting or seeking? • Where is the line between accepting what is and the desire for something better? • …And does that „better” even exist? https://9time.pl/wp-content/uploads/2024/10/18-Pearls-22-10-2024.mp4

Perełki Dowiedz się więcej »

Kaloszki

Kaloszki OPIS: Pewne rzeczy gubią się, by po jakimś czasie się odnaleźć, często w zupełnie innym miejscu. Tak jak w przypadku czerwonego kaloszka Bardo, który po prostu zapadł się pod śnieg. Pomimo wyraźnego koloru, postanowił ukrywać się od razu po zgubieniu, a później także po wiosennych roztopach. Może zamarzył o przygodzie w innym miejscu, tak jak Luna? Przyjaciółka stworzyła właśnie igloo na wzór Inuitów, które uzmysłowiło jej, że chciałaby zostać inżynierką. Pobyt w nim, miał chyba na mrówkę jakiś magiczny wpływ, bo to właśnie po obejrzeniu tej wspaniałej lodowej budowli, Bardo zgubiła kaloszka. Cóż, szukanie to też wielka przygoda, byleby tylko nie odejść za daleko… Co ważnego ostatnio zgubiliście? Czy szukanie sprawia Wam dużo radości? https://9time.pl/wp-content/uploads/2024/10/Kaloszki.mp4 What have you lost recently? Does searching bring you joy?   https://9time.pl/wp-content/uploads/2024/10/Little-rubber-boots.mp4

Kaloszki Dowiedz się więcej »

Początki

Początki Czy będąc tylko obserwatorem, wpływamy na rzeczywistość? Czy chęć zmiany zawsze wymusza podjęcie działania, czy może czasem wystarczy, by otwierając się na jej obecność, nie robić nic? Takie pytanie zadaje piórko, które jest bohaterem tej bajki. Poruszane mimowolną, nieznaną siłą, trafia do miejsc, które stają się dla niego impulsem do zmiany. Ono natomiast jest tym impulsem dla dziewczynki, która od dawna unika zmierzenia się z tym, co czeka na nią po drugiej stronie własnych obaw. Jakich?  Sprawdźcie sami, słuchając „piórkowej” bajko-medytacji. https://9time.pl/wp-content/uploads/2024/10/Poczatki-1.mp4 Do we influence reality by merely being observers? Does the desire for change always require action or is it sometimes enough to simply open ourselves to its presence and do nothing? These are the questions stated by the feather, the hero of this story. Moved by an involuntary, unknown force, it is carried to places that become catalysts for its own transformation. In turn, it becomes a catalyst for the girl who has long avoided facing what awaits her on the other side of her fears. What kind of fears?  Find out for yourself by listening to the 'feather’ fairy-tale meditation.” https://9time.pl/wp-content/uploads/2024/10/Beginnings.mp4

Początki Dowiedz się więcej »