Haga - miasto w ruchu. Moje odkrycia z holenderskiej stolicy aktywnego życia.
Mówi się, że „małe jest piękne” – i trudno się z tym nie zgodzić, patrząc na Holandię. Ten niewielki kraj, zajmujący powierzchnię ok. 7,5 razy mniejszą od Polski (ok. 41,543 km²) pokazał mi, jak wielkie rzeczy można osiągnąć dzięki przemyślanym rozwiązaniom i konsekwencji w działaniu. Spontaniczna podróż do Hagi okazała się nie tylko piękną przygodą, ale prawdziwą lekcją tego, jak można żyć aktywniej, zdrowiej i… szczęśliwiej w jakimkolwiek miejscu.
Nasza podróż do Hagi rozpoczęła się już na lotnisku w Eindhoven, gdzie od razu doświadczyliśmy, jak sprawnie działa holenderski system komunikacji. To, co mogłoby wydawać się w miarę skomplikowaną i męcząca trasą: autobus 404 do dworca centralnego, przesiadka w pociąg Sprinter, kolejna przesiadka w inny i finalnie tramwaj w Hadze – okazało się być przyjemną i bezstresową podróżą. W dodatku bardzo intuicyjną, ze względu na czytelne oznaczenia wskazujące kierunki, perony i godziny odjazdów.
Holendrzy stworzyli system, który działa jak szwajcarski zegarek. Wszędzie prowadzą nas przejrzyste informacje. A jeśli w jakimś aspekcie czujemy niedosyt, to na każdym kroku można spotkać pomocnych, uprzejmych i zadowolonych ludzi, gotowych wskazać drogę czy doradzić najlepsze połączenie. A co najważniejsze! niepoprawnie odbitą kartę bankomatową przy wejściu do tramwaju potraktują jak pomyłkę, by zaraz później pokazać jak to zrobić właściwie lub poprosić o wyjście na następnym przystanku. Wow! jak dobrze, że można uczciwie nie wiedzieć, że można się pomylić, nie dopatrzeć, bez dojmującej konsekwencji w postaci wysokiego mandatu okraszonego wstydem „oszukańca”!
Schludność i czystość dworców oraz środków transportu, ulic, chodników to kolejny element, który sprawił, że podróżowanie po Holandii było dla nas czystą przyjemnością. Może to także dzięki koszom na śmieci „wbudowanym” w ziemię? Nie wiem kto był pomysłodawcą, ale w całości „kupuję” ten pomysł, bo naprawdę trudno szukać tańczących na wietrze papierków, choć szumu wiatru akurat w tym miejscu nie brakuje. Nie brakuje też szumu rowerowych kół i spokojnego rytmu kroków pieszych – czyli tego, co urzekło mnie w Hadze najbardziej: miasto pulsujące ruchem innym niż ten, do którego przywykliśmy w większości europejskich metropolii. Zamiast wielkiego zgiełku samochodów, dominuje tu miarowy, jakby uspokajający rytm, w którym człowiek i jego naturalne potrzeby są na pierwszym miejscu. A to m.in. za sprawą przestrzeni zaprojektowanej z myślą o ruchu:
🚲 Szeroko rozciągającej się sieci ścieżek rowerowych i dogodnych oraz łatwych możliwości wypożyczania tego jednośladu
🚶♀️Bezpiecznych, szerokich przejść dla pieszych wraz z wyraźnym ich oznaczeniem
👣 Przestronnych i czystych chodników zachęcających do spacerów
🌳 Licznych parków i terenów zielonych, gdzie można aktywnie spędzać czas
Patrząc na holenderskie miasta, marzę o podobnych rozwiązaniach w mojej (i nie tylko) okolicy. Cieszy mnie fakt, że przez ostatnich kilka lat pojawiło się wiele udogodnień, ale teraz przyszedł czas na kolejny krok – odkrycie na nowo uroku podróżowania 🚂, 🚊 czy 🚲. W dalszym ciągu dominującym środkiem transportu jest samochód, nie rzadko z jednym pasażerem w środku… Byłoby super, gdybyśmy wszyscy spróbowali choć raz w tygodniu zamienić samochód na alternatywny środek transportu. Co Wy na taki challange?
Holendrzy przodują też w światowych statystykach dotyczących aktywności fizycznej. Według badania Ipsos z 2021 roku, mieszkańcy Niderlandów są najbardziej aktywnym narodem spośród 29 badanych krajów – spędzają średnio 12,8 godziny tygodniowo na różnych formach ruchu, co jest wynikiem dwukrotnie wyższym niż średnia globalna wynosząca 6,1 godziny (źródło: Ipsos). Co więcej, najnowsze dane z RIVM (Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego i Środowiska) pokazują, że 56% Holendrów w wieku powyżej 4 lat uprawia sport przynajmniej raz w tygodniu (źródło: RIVM).
Z kolei Bicycle Dutch ( Bicycle Dutch) informuje, że w Hadze 38% wszystkich podróży odbywa się na rowerze. Jest to znaczący odsetek bike’owych 😉 miłośników, choć jeszcze większym może pochwalić się Utrecht (51%). To nie tylko sposób przemieszczania się – to styl życia. Rodzice jadą do pracy na rowerach, dzieci pedałują do szkół, alternatywnie korzystają z tramwaju, a weekendowe wycieczki rowerowe są tak naturalne jak dla nas niedzielny obiad u babci. Czy to jakaś zbieżność, czy działa tu reguła dowodu społecznego? („wszyscy mają mambę – mam i ja” – „wszyscy jeżdżą na rowerze- jeżdżę i ja”! Robert Cialdini). Działa, czy nie… jakby to było zamienić co 2-gi niedzielny obiad „u babci” na wycieczkę rowerową całą familią na świeżym powietrzu bez względu na pogodę?
Holenderskie podejście do aktywności fizycznej różni się od tego, które znamy z Polski. Tutaj nie jest to „dodatkowe zajęcie” czy „hobby” – to naturalny element każdego dnia. Nawet Madurodram – miniaturowy świat holenderskiej historii i kultury, proponując interaktywną rozrywkę, wyróżnia się ruchem: wiatraki obracają się napędzane pogodą, stateczki wycieczkowe kursują po kanałach, w tunel wjeżdżają pędzące nowoczesne pociągi, a na lotnisku Schiphol – ruch, jak co dzień.
Według badań Narodowego Instytutu Zdrowia, dorośli Holendrzy spędzają średnio 24 (mężczyźni) i 28 (kobiety) minut dziennie na samym tylko chodzeniu i jeżdżeniu na rowerze (źródło: NIH), co idealnie wpasowuje się w zalecane normy aktywności fizycznej.
Jako osoba tworząca treści dla dzieci, widzę w tym ogromną inspirację. To pokazuje, jak ważne jest wpajanie nawyków aktywnego życia od najmłodszych lat, nie poprzez nakazy, ale przez tworzenie odpowiedniego środowiska, przestrzeni i kultury.
Co możemy przenieść z holenderskich doświadczeń do naszego życia?
👣 Traktowanie ruchu jako naturalnej części dnia
👨👩👧👦 Włączanie całej rodziny w aktywności fizyczne
🎯Wybieranie aktywnych form transportu, gdy to możliwe
🌸 Spędzanie więcej czasu na świeżym powietrzu
…tym bardziej, że Polska natura także zachwyca swoją różnorodnością: od szumu fal Bałtyku na północy, przez dzikie ścieżki Bieszczad na południu, po krystaliczne jeziora Mazur na wschodzie i tajemnicze lasy na zachodzie – każdy zakątek naszego kraju oferuje wyjątkowe możliwości do aktywnego wypoczynku i wyciszenia. Tak jak w Hadze, której jednym z największych skarbów jest wyjątkowe położenie nad Morzem Północnym 🌊. Scheveningen, nadmorska dzielnica miasta, w której zatrzymaliśmy się na kilka dni, oferuje bezpośredni dostęp do morskiej przestrzeni. To nie tylko plaża i promenada – to miejsce, gdzie natura spotyka się z miejskim życiem w najbardziej harmonijny sposób.

Spacerując brzegiem morza, obserwując fale i wsłuchując się w szum wiatru, można dosłownie poczuć, jak stres odpływa wraz z każdą kolejną falą. Holendrzy doskonale rozumieją terapeutyczną moc natury – często można spotkać tu rodziny na wieczornych spacerach, biegaczy o wschodzie słońca czy medytujących na plaży mieszkańców. To właśnie ta bliskość natury, mimo życia w dużym mieście oraz szacunek do siebie – przejawiający się między innymi w podejściu do pracy bez długo trwającej „harówki” -, pozwala zachować wewnętrzny spokój i równowagę, którymi emanują Holendrzy.
W Hadze zrozumiałam, że nie trzeba wybierać między miejskim życiem, a bliskością natury. Można mieć jedno i drugie, tworząc swoistą równowagę, która jest kluczem do zdrowszego i spokojniejszego życia.
To właśnie ta filozofia przyświeca również bajkom medytacyjnym w 9time – pokazuję dzieciom, że spokój i harmonia są na wyciągnięcie ręki, trzeba tylko wiedzieć, gdzie ich szukać, dlatego raz jeszcze, serdecznie zapraszam na kanał 9time: @9time_km, Spotify: https://open.spotify.com/show/6YszuNnh1KcHQ1qbkx0ow3?si=pkJ8H8DgSK2J8jAX31osuQ lub na stronę internetową: 9time.pl , gdzie możecie podzielić się swoim przemyśleniem/komentarzem albo przeczytać jak słuchanie baśnio-medytacji wpływa na rozwój dzieci 😉
Krótka, ale przewspaniała wizyta w Hadze pokazała mi, że aktywny styl życia nie musi być wyzwaniem – może być przyjemnością i naturalnym wyborem.
🏃♀️ 💚 A Ty, jaką aktywną tradycję rodzinną wybierasz w swoim domu? A jaką chciałabyś/chciałbyś jeszcze stworzyć?
🚲🌿 A gdybyś miał/a stworzyć własną „małą Holandię” w swojej okolicy, od czego byś zaczął/zaczęła?
Podziel się swoimi pomysłami w komentarzu!
