Mikołajkowy natłok, czyli kiedy mniej znaczy więcej 🎅 🎅 🎅
Mniej znaczy więcej, zwłaszcza gdy mówimy o rozdawaniu słodyczy czy grającego, migoczącego plastiku jako opcjonalnej formie prezentu. W czasach, gdy Mikołajki stały się niemalże festiwalem komercji, czekoladki, lizaki, tanie, plastikowe, szybko psujące się drobiazgi, stanowią często wybieraną opcję, która zaspokaja chwilową potrzebę obdarowywania, ale nie wnosi trwałej wartości do życia naszych dzieci.
W ostatni miesiąc roku jedno z pytań, które skłania mnie do zastanowienia się nad grudniową euforią brzmi: czy ta cała mikołajkowa gorączka naprawdę służy naszym dzieciom?
6 grudnia to dzień, kiedy Mikołaj odwiedza przedszkole, w szkole zostawia prezenty robiąc je jeden drugiemu z maminych pieniędzy („Mamo, a dlaczego Alek składa się na jakieś prezenty mikołajkowe?), Mikołaj zagląda do domu, dziadek dzwoni i mówi, że i u niego też był i coś zostawił, a na tańcach wchodzi, delikatnie przerywając układy gimnastyczne, by wręczyć po cukierku. Prababcia z entuzjazmem potwierdza, że nawet do jej domu zawitał Święty z podarunkiem…
I tak dzieci słyszą w kółko tę samą opowieść: Mikołaj tu był, tam był i jeszcze gdzieś indziej również zdążył wpaść.
Bo widoczne zamieszanie związane z pojawianiem się Mikołaja w szkole, w domu, u dziadków i w każdym sklepie to – w moim odczuciu – zbyt wiele dla mnie, dorosłej osoby, która widzi go i tu, i tam, słyszy wszechobecne „ho ho ho”, a także płaci na szkolne składki, uśmiecha się do zorganizowanych na zajęciach dodatkowych – mikołajkowych eventach oraz próbuje ogarnąć logistykę tych wszystkich „magicznych” spotkań. Zbyt wiele nie tylko dla mnie, ale przede wszystkim dla małych głów…
🎁 Mikołajkowe Święto w Każdym Miejscu
„Mamo, a który to jest prawdziwy Mikołaj?” – zapytała zdezorientowana już Rozalia, kiedy starszy brat, niczym mały detektyw zadał jej podchwytliwe pytanie: „Roza, a to Ty nie widzisz, że ten Święty, który jest w tylu miejscach na raz ma sto twarzy, adidasy Nike’a i czasem nawet zapomina zdjąć metkę z kostiumu?” Rozalia spojrzała na brata z niedowierzaniem, a potem na mnie, szukając odpowiedzi…
Te dwa pytania – i córki, i syna – uświadomiły mi, że coś tu zaczyna się kruszyć; że ta piękna, dziecięca wiara staje się coraz bardziej chwiejna pod naporem nachalnej komercji i wszechobecnych „fałszywych” Mikołajów. I naprawdę nie wiedziałam, czy odpowiadać i wtrącać się w ich rozmowę, czy nie, bo mając na uwadze obnażającą się prawdę tak widoczną jak nigdy wcześniej (mniej ekranów, socialów, możliwości porównywania i z daleka machających napompowanych postaci chwiejnie trzymających się na (jeszcze listopadowym) wietrze itp. itd.), miałam wrażenie, że my, dorośli, sami odbieramy dzieciom radość z prostego przeżywania magii, zastępując ją niepotrzebnym chaosem.
Z jednej strony chciałabym, żeby magia Mikołaja trwała jak najdłużej, z drugiej – nie mogę ignorować tego, że wszystko wokół staje się zbyt przejrzyste. Czuję też, że nadmiar sprzecznych informacji wprowadza także chaos w naszym – rodzicielskim – podejściu do budowania tej „magii”. W końcu w dobie, kiedy media społecznościowe, filmy i reklamy krzyczą o Mikołaju z każdej strony, trudno utrzymać tę delikatną iluzję.
Poza tym, pozostaje jeszcze jedno pytanie: kiedy przychodzi ten Święty Mikołaj? czy pojawia się wyłącznie 6grudnia? Czy w tym terminie przychodzi tylko na chwilę, by powrócić w innym tj. zostawiając prezenty pod choinką w czasie Bożego Narodzenia? Czy to także jego sprawka? A jeśli tylko 6grudnia, to skąd prezenty 24 grudnia? A może przynosi je i wtedy i wtedy?
A tak poza tym… wyobraźmy sobie, że jako dorośli, widzimy tę samą osobę w kilku miejscach naraz. Brzmi niepokojąco, prawda? Dzieci próbują to zrozumieć na swój sposób i wcale im się nie dziwię, że mają z tym trudności…
Czy musimy aż tak mnożyć te spotkania z Mikołajem? Czy nie lepiej byłoby wrócić do „początków” i wybrać jedną, naprawdę wyjątkową wizytę? …albo w ogóle? A jeśli nie, to czy wyobrażacie sobie, by mogły zniknąć te plastikowe zapychajki lub czekolado-podobne doładowywacze energii, które wpływają na leczoną później jako dziecięce zaburzenie – nadpobudliwość?
My ostatnio pojechaliśmy na spotkanie Mikołaja z Laponii w jednym z bardzo unikalnych miejsc na turystycznej mapie Polski. 🦌❄️Gościem specjalnym był Joulupukki czyli licencjonowany Święty Mikołaj prosto z wioski Rovaniemi. 🎅 Mimo najbardziej pracowitego okresu w roku, odwiedził Polskę podczas wyjątkowej wizyty w Karkonoszach. A jakich miał przytulnych pomocników! Trzy puchate, wysportowane i szybkie Husky. Ognisko, ciepła herbata i tyle ciekawostek w jednym! Bo wiedzieliście na przykład, że Mikołaj w lecie lubi łowić ryby (ale zawsze zapomina haczyków!)? Było biało, ciepło, przepięknie, mądrze i bardziej zrozumiale dla mojego (i nie tylko) dziecka.
Droga do Wolności…
A może prawdziwa magia tkwi w tym, by w pewnym momencie powiedzieć dzieciom prawdę? Czy „zdemaskowanie” Mikołaja jako postaci symbolicznej może być krokiem ku większej autentyczności? Zamiast tworzyć zamieszanie, może dobrze byłoby wyjaśnić, że Mikołaj to symbol dobroci, dzielenia się i radości. W końcu…. warto pamiętać, że Święty Mikołaj ma swoje korzenie w historii. Był prawdziwym człowiekiem – biskupem Mikołajem z Miry, który pomagał potrzebującym. To postać, która uczy, że największym prezentem jest dawanie i pomaganie innym.
To nie moja rola, by poddawać w wątpliwość tradycje, które pielęgnujemy w naszych domach. Wszystkie są dobre, gdy służą dobru. Każda rodzina ma przecież swoje unikalne sposoby na celebrowanie tego czasu. Niczego też nie zamierzam sugerować. Podzielę się jednak własnym przemyśleniem, że kluczowe jest w tym wszystkim to, aby tradycje wzbogacały nasze życie, a w tym przypadku, także przyszłe tradycje naszych dzieci i pomagały im zrozumieć prawdziwe wartości, które staną się fundamentem budowania ich dorosłego świata. I żeby było jasne: nie jestem przeciwniczką celebracji tego dnia, ale uważam, że warto zastanowić się nad tym jaki kierunek obrać, by kształtować tradycje inne niż te oparte na plastikowo-czekoladowych giftach.
Zamiast tego można rozważyć:
- warsztat pieczenia zdrowych ciasteczek,
- tworzenie wspólnych opowieści połączone z malowaniem,
- mikołajkowy taniec wokół ogniska.
Wszystkie te pomysły można zrealizować z rodzicami, w szkole, przedszkolu itp. itd.
Mniej znaczy więcej: mniej dawania, mniej udawania, chaosu, zagubienia, mniej kosztów na to, by zasilać centra handlowe na sztuczne mikołajki. Więcej: dobra, wspólnie spędzonego czasu, kreatywności i autentyczności.
🎅 A Wy, jak podchodzicie do mikołajkowego szaleństwa? Podzielcie się proszę swoimi przemyśleniami!
