Nie tylko szkolne opały

Po 2 miesiącach wakacji nareszcie możemy wrócić do normalnego trybu pracy. To znaczy  możemy, ale nie 1-ego dnia, bo w końcu rozpoczęcie roku szkolnego, więc 2h i do domu. Właściwie to  też nie 3-go, 4-go, 5-go dnia, bo upały, więc trzeba poczekać aż tak zwane gorąco zelżeje.  

Z danych meteorologicznych wynika, że średnie temperatury w Polsce w ciągu ostatnich 15 lat  wzrosły o około 1,2°C. (Według Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej to średni wzrost temperatury w Polsce na przestrzeni lat 2006-2021). Faktycznie, 30 °C, a 31,2 °C to już na tyle duża  różnica, by „dać dzieciom żyć”.  

„Pani to by się chciała tylko pastwić nad dziećmi, dajmy im żyć” – usłyszałam na zebraniu  klasowym, kiedy ponownie chciałam podnieść temat skracania lekcji, które w większości publicznych  szkół uznaje się za idealną metodę reakcji na wzrost ciepła o 1,2°C. Ponownie, bo wystosowany  uprzednio list do dyrektorki pozostał bez odzewu.: 

„Piszę do Pani w związku z decyzją o skróceniu zajęć lekcyjnych ze względu na wysokie temperatury,  które, jak rozumiem, w ostatnich dniach wynosiły około 30 stopni. Chciałabym wyrazić moje  niezadowolenie w związku z tą sytuacją, mając na uwadze, że nasze dzieci już wcześniej doświadczały  skracania zajęć, czy przerw w edukacji z powodu próbnych i docelowych egzaminów 8 klas, wolnych  dni od zajęć, które może przyznać szkoła, a które przypadają na dany rok, przerw związanych z dniami  okołoświątecznymi, długiego czasu nauki zdalnej w trakcie pandemii (gdzie jakość nauki ewidentnie  odbiła się na uczniach), uwzględniając przede wszystkim dopiero co zakończony okres 2 mies. wakacji. 

Chciałbym zwrócić uwagę, że dzieci, wracając do domu po skróconych lekcjach, często trafiają do  mieszkań, które nie mają dostępu do klimatyzacji czy wentylacji, podobnie jak nie wszystkie mają  możliwość schować się w zacienionym miejscu w przydomowym ogrodzie czy tp. W rzeczywistości  szkoła zapewnia wystarczająco dobre warunki do nauki ze względu na przestrzeń, którą obejmuje. 

(…). W związku z tym trudno mi zrozumieć, dlaczego dzieci mają być zwalniane z zajęć edukacyjnych,  które przecież są dla nich niezwykle ważne szczególnie po tak długim czasie wakacyjnego odpoczynku  czy pseudoedukacji, jakim była nauka zdalna.” (…) 

Oczywiście dla młodszych uczniów była możliwa opieka świetlicowa: kotłowanie większej ilości dzieci  w jednym miejscu nie budzi jednak zastanowienia. Nie wspomniałam też o tym, że te same dzieci  raptem tydzień wcześniej przebywały w tych samych zatrważających upałach na koloniach,  półkoloniach, u dziadków, czy na swoich podwórkach albo w mieszkaniach po56 m². I te same dzieci,  czekają/ły na dworze, by niektórzy rodzice mogli skończyć pracę zdalną w domu, bo nie każdemu  dane jest posiadanie osobnych pokoi do spania, jedzenia, nauki, biura itp. Poza tym, po pandemii  przyzwyczailiśmy się już, że ekonomiczniej jest zostawić pracownika w domu (także tego bez klimy); a  w jakich warunkach on tam pracuje, to już jego sprawa… 

Nie wspominałam już np. o tym, że mój syn zaczynał naukę od strajku nauczycieli, by zaraz później  wylądować na zdalnych. Pewnie, to już inny powód pójścia do domu (albo z mamą do pracy). W  każdym razie lekcji nie było. 

„No cóż, nasza szkoła nie była pierwsza, większość szkół tak zrobiła” – usłyszałam na  wywiadówce. To prawda, pomyślałam, ale czy ten argument powoduje, że mamy podążać za tłumem nie zastanawiając się nad skutkami takich argumentów i przestać szukać alternatyw? Jak to jest, że w  prywatnych szkołach pieniądze wpływają na inne myślenie i mogą na przykład sprawić, żeby taki  dyrektor wpadł na pomysł zabrania dzieci przez nauczyciela na dwór, na plac zabaw, do herbaciarni do  lasu czy tp.? W tych szkołach jakoś w ogóle mają inne pomysły…

A apropo pomysłów: podobają mi się takie, które uwzględniają planowanie, więc ucieszyłam się dostając na 1-ej wywiadówce rozpiskę tego, co będzie się działo w nadchodzącym roku szkolnym. To,  co wzbudziło jednak moje wątpliwości to fakt… kolejnych dni wolnych. Oprócz 2 miesięcy wakacji, 2 tygodni ferii, skracania z powodu upałów, zastępstw itp. dostajemy w gratisie 15 kolejnych dni… Nie  wiem tylko co na to szef, bo jeśli coś by się zdarzyło w czasie, w którym zostawię dziecko bez opieki, to  wiadomo – policja i te sprawy. No ale urlop przeznaczony na wolne dni od szkoły, nie służy przecież  rodzicom po to, żeby się „wakacjować”. Komu i czemu służy? Nie jestem pewna. Tak czy inaczej, 3  miesiący off’a i tak nie dostanę… 

W obliczu takich opałów, zastanawia mnie jak radzą sobie samodzielnie wychowujący  rodzice?… Czy żałują już podjęcia ważnych życiowych decyzji w obliczu takiej logistycznej gimnastyki? 

A co do gimnastyki… w 2tygodniu września odwołano nam WF (nieobecność Pana z WF, który ma  także inne ważne zadania, brak sali, remonty itp.) W tym roku -pierwszy raz, choć z przypadającego na  rok szkolny w grafiku zajęć WF w ilości 4h/tydz. w tamtym roku, mniej więcej połowa nie została  zrealizowana. Ok, no dobrze, ale teraz to już nowy rok szkolny, może będzie inaczej. Co tam taki WF,  przecież otyłość wśród dzieci i młodzieży to wszystko przez te mcdonalds’y. Nieważne. Większość się  pewnie ucieszy, bo odwołane lekcje, to kolejny powód do tego, by można wrócić wcześniej do domu.  A w domu może tak przed ekran, bo na zewnątrz na zmianę upały i deszcze, a rodzic przecież na  zdalnej… 

Może jest też trochę tak, że rozpieszczeni klimatyzacjami, wentylacjami, a u tych, co im „się  poszczęściło” – zacienionym zaciszem ogrodowym, czekamy aż przyjdzie w końcu coś lub ktoś, kto uratuje nas z tego opału, uppsss, upału; przyjdzie i pomoże w rozwiązaniu słonecznego problemu.  Może się okazać, że tym wybawcom będzie po prostu jakaś rada czy obrada uczonych, czy jeszcze  inny, ładnie nazwany twór składający się z ludzi, którzy orzekną, że nauczanie w 30 °C jest  niehumanitarne, więc czas wracać do domu. 

Prawie jak ze zmianą wskaźnika cholesterolu: dziś nie powinien przekraczać 200 mg/dl. Według  zdrowe-zmiany.pl „w latach 70. większość klinicznych formularzy laboratoryjnych tamtych czasów  używała punktu odcięcia 300 mg/dl, aby oznaczyć nieprawidłowość. Poniżej tego poziomu rzadko  zwracano uwagę na cholesterol”, czy cukru: „na czczo jego poziom powinien wynosić od 70 do 99  mg/dL” (apteka-olmed.pl), „choć jeszcze kilka lat temu za prawidłowe wyniki uważano stężenie na  czczo na poziomie 125 mg/dl. Granicę tę obniżono jednak do 99 mg/dl, ponieważ ostatnie badania  dowiodły, że długotrwałe stężenie cukru powyżej tej wartości znacznie zwiększa ryzyko wystąpienia  udaru mózgu oraz zawału serca” (wapteka.pl). Bez obaw, możemy ich nie doczekać, bo skutek osłabionego i niewyedukowanego społeczeństwa to nie „tylko” jedno chore serce, ale ogólnie: cały  system społeczny. 

Informacje te, zapewne ucieszą koncerny farmaceutyczne, bo one jako jedne z pierwszych pozytywnie  odczują ich skutki po kieszeni. Po drugiej stronie szali mamy także narzędzia kontroli powodujące  ludzki strach. Podobne narzędzia, które posłużyły podczas pandemii, która w jeden dzień, magicznie  zniknęła, bo rozwiązaniem okazała się data 24.02.2022r.: odtąd nie było już strasznych statystyk,  maseczek, testów czy z ukrycia fotografowanych sal szpitalnych pełnych przerażonych ludzi. Odtąd strach może panoszyć się przecież w innej formie. 

A zastraszony, bezradny i rozleniwiony człowiek, czekający na „coś z zewnątrz, co przyjdzie i pomoże”,  to ten, którym łatwiej sterować. Póki co steruje ten „z góry”, na którego Ci z dołu muszą pracować. Z  góry patrzy się łatwiej, a z dołu wszystkiego nie widać. I choć tu i teraz „wszystko jest OK”, to w  dłuższej perspektywie możemy przegapić rzeczywiste problemy, które narastają pod powierzchnią.

Konsekwencje takiego stanu rzeczy wpływają na życie nas wszystkich – zarówno dorosłych, jak i  dzieci, których przyszłość zależy od jakości dzisiejszej edukacji i rozwiązań, które podejmujemy – teraz. 

Oby „pastwienie się” nie przyodziało dużo gorszej formy niż upał.