Bajkowe (i nie tylko) inspiracje, czyli moja pierwsza opowieść i podróż do Kanady
- 2024-10-26
Fragment mojej pierwszej bajki, którą napisałam:
O STONODZE: „Mrówka Bardo długo przygotowywała się do tej podróży. Do fioletowego plecaka spakowała śpiwór, namiot, odpowiedni zapas jedzenia i picia, najpotrzebniejsze ubrania oraz koło ratunkowe – bowiem przeprawy przez wodę obawiała się najbardziej. Wyszła jak zawsze o świcie, gdy pierwsze promienie słońca wzeszły nad horyzontem.
To mój czas – powiedziała i postawiła pierwszy krok w stronę nieznanego.”
Wyobrażenia Kanady jakie snułam w głowie, odkąd dostałam na maila potwierdzenie numerów eTA (Elektroniczna Autoryzacja Podróży) to głównie: nieokiełznane wody, gęste lasy, niedźwiedzie, zieloność i ludzie, którzy żyją w zgodzie z naturą. Dziś już wiem, że w wielkim stopniu ograniczyłam swoje myślenie. Kanada to także: ogromna przestrzeń, klonowy liść, lodowce, skaliste góry, jeziora, hokej, zorza polarna, kamienie naturalne, multikulturalizm i jeszcze trochę więcej… Pewnie właśnie dlatego tak bardzo kocham podróże, bo pokazują głowie perspektywę świata otwartego na więcej niż to, czego nauczyła się z książek, czy wywnioskowała z obrazów najlepszych filmów. Rzeczywistość staje się tak fascynująca, obfita w zmysłowe doświadczenia i żywe emocje, że żadne słowo ani żaden obraz nie jest w stanie oddać w pełni tego, czego właśnie doświadczasz.

„Pierwsze rzeczy zdarzają się tylko raz. Zapamiętaj czuciem każdy krok swej wyprawy – podpowiadał wewnętrzny dialog. Żadna inna podróż nie będzie tak transformująca jak ta, bo po raz pierwszy znajdziesz się w tak „odległym” (od siebie) miejscu”. I rzeczywiście, po rozłożeniu fotela, nałożeniu słuchawek i przykryciu się kołdrą w samolocie, zaczęło się dziać inaczej, niż dotąd. A za innym doświadczaniem poszło inne uczucie. Moje wcześniejsze „ja” zaczynało powoli zanikać. Zupełnie tak, jakby te chmury zza okna samolotu zabierały dawną wersję mnie ze sobą.
„no bajka! (tak mówił mój dziadek) …co tu się właściwie zadziewa?”. Emocje krążyły po ciele jak kanadyjskie orły nad lasami w poszukiwaniu swego kęsa na obiad (to porównanie odkryję dopiero przy ognisku w lesie nieopodal Wabinosh Lake) i tylko obecność przemiłych stewardess na pokładzie zdawała się powstrzymywać mnie przed głośnym, radosnym krzykiem „Unbelievable”.
Od kiedy pamiętam dużo jest we mnie lęku i strachu wobec wody, dlatego zupełnie nieprzypadkowo, mrówka Bardo konfrontuje się z tym żywiołem już od pierwszych chwil- słów, które wypowiada w bajce. Moment bliskiego spotkania z wodą zaczyna się zatem już od początku podróży. Pierwszy przystanek to Niagara – wodospad (w rzeczywistości trzy sąsiednie wodospady: Horseshoe (Podkowa), American Falls i Bridal Veil Falls) na rzece Niagara, na granicy Kanady i USA.

Oglądać z bliska moc tego żywiołu to jak stanąć twarzą w twarz ze sobą, kiedy jesteś pełna/y gniewu. Surowa siła natury hipnotyzując swoim hukiem i potęgą, jednocześnie budzi podziw, zaskoczenie i respekt – wobec tego, kim jesteśmy. W tym przypadku tego, jak maleńcy jesteśmy wobec tak monumentalnej energii. Wiem, że dla kogoś, kto nie doświadczył panicznego lęku wody, to po prostu źródło szczęścia i relaksu, ale dla mnie bliskość z tak wielkim żywiołem, była jak wyzwanie, które należy pokonać, by poczuć prawdziwą wolność i radość bycia właśnie w tym miejscu. I tak też zaczynało się dziać, bo z każdym kolejnym krokiem powoli kruszyły się moje wewnętrzne lody lęku po to, by…. dostać się do tych jeszcze bardziej ukrytych pod grubą warstwą- przekonań. Bo zazwyczaj jest tak, że walka toczy się o więcej niż jedną „rzecz”.
Dlatego kiedy pojawiła się kolejna okazja do kruszenia lodów, kiedy nastał świt i „gdy pierwsze promienie słońca wzeszły nad horyzontem” mrówka Bardo poczuła jeszcze większą gotowość, by wypakować swój plecak trudnych doświadczeń i wędrować z lekkością przed siebie. „To mój czas” mówi i wyrusza w stronę nieznanego.
Nieznanym okazuje się także Wabinosh Lake, położone niedaleko przed wioską Armstrong, które oddalone jest od zasięgu miasta jakieś 3h, a do którego dostać się można wyłącznie za pomocą drogi… przez wodę (lub wodnym samolocikiem, ale na to nas jeszcze nie stać :D). I to nie jedną wodę, ponieważ najpierw trzeba dotrzeć samochodem przez leśne drogi, by przepakować się na łódkę, popłynąć przez Kopka River, a następnie Wabinosh River. Dopiero wtedy, otoczona wodą wyspa, wita już „spokojnie” tych, którym niestraszne spanie w namiocie w środku kanadyjskich lasów. Na szczęście niedźwiadek pojawił się na naszej drodze wcześniej, co uznałam za nieodzowny znak, że więcej ich nie zobaczymy. To natomiast wcale nie zniechęciło mnie do spania z prawie przytulonym do siebie gazem na misie 😉.
Ale zanim to wszystko… trzeba przedostać się przez te leśne drogi i ogromną wodę, a wokół nic i nikogo oprócz towarzysza podróży, który zdany jest na mnie tak bardzo jak ja na niego. Bardo pakuje więc do pożyczonego plecaka najbardziej potrzebne rzeczy, w pierwszej kolejności – grubą kamizelkę ratunkową oraz spełniające tą samą funkcję, koło.
Leśne drogi zdają się nie kończyć w przeciwieństwie do zaczynającego się, co raz większego błota, w którym po kilkunastu minutach, grzęźnie nasz samochód. Wyposażony we wszystkie możliwe sprzęty, napęd na 4 koła, funkcję off road itp., utknął w samym środku lasu „in the middle of nowhere”, w miejscu komarowego skupiska z dwójką pasażerów zmierzających na bezludną wyspę, mających dość dobre telefony, ale bez zasięgu (zasięg kończy się jak tylko wyjedziesz zza miasta). Pasażerów, kierujących się w stronę wyspy, na którą mają dotrzeć drogą wodną wzbudzającą niewytłumaczalny lęk, który można pokonać tylko poprzez stopniowe oswajanie i wchodzenie w emocję odwagi, która jest od zarania dziejów w każdym z nas – do odkrycia.
Potrzebowałabym kolejnych długich akapitów, by opowiedzieć w jaki sposób udało się nam wydostać z tej „przypadkowej” sytuacji. Decyduję się nazwać to magią, bo jak dla mnie, ona właśnie wtedy się zadziała…, ale o tym, innym razem 😉. Tak więc…
… gdy stanęłam na brzegu pierwszej rzeki, patrzyłam na nią z podziwem powodującym na ciele gęsią skórkę i zimno. Zdawałam sobie sprawę, że przekroczenie tej bariery – zarówno fizycznej, jak i mentalnej – będzie momentem przełomowym. Poprzedzone kilkukrotnym wycofywaniem się, trudnością powrotu i zawracaniem, wzięłam niezliczoną ilość głębokich oddechów, zamknęłam oczy i „tak, tak, płynę! krzyknęła z radością mrówka, rozpościerając szeroko ramiona” (aż tak odważna nie byłam; większą część przeprawy siedziałam skulona jak kot przy piecu). Od czasu do czasu, pozwalałam oczom patrzeć, by pamiętać, że „po drugiej stronie strachu, często czeka na nas coś pięknego”.
Majestatyczne loty orłów przypomniały mi, jak ważne jest, by współistnieć w harmonii z naturą, która ma nam tyle do zaoferowania. Jak podróż i życie. Albo podróż przez życie. Sama wyspa nie była przecież celem samym w sobie…
Czułam dumę z siebie, choć był to dopiero początek mojej przygody…Nie tylko kanadyjskiej, nie tylko z oswajaniem lęku czy tej bajkowej, bo jak wiecie, jedna zmiana pociąga za sobą kolejne. Co pięknego czekało na wyspie? Fragmenty zapewne pojawią się w niejednej bajce… 😉
Cała podróż od niepewności i lęku, przez ekscytację, aż po uczucie spełnienia i spokoju były jednocześnie podróżą w głąb siebie. Każdego dnia Kanada odkrywała przede mną nowe tajemnice. Jej surowa, dzika natura była jednocześnie piękna, uwalniająca, ale i nieprzewidywalna. Uczyła mnie, że człowiek na ziemi jest jakby gościem, który by poznać najwspanialsze piękno, potrzebuje najpierw poznać siebie i możliwości – w sobie – drzemiące.
Przyroda daje nam ku temu wiele możliwości, ucząc z jednej strony poczucia pokory, z drugiej wdzięczności za to, że można być częścią tego świata, choćby na chwilę. Wystarczy „tylko” być odważnym.
Odwaga nie polega na braku strachu, ale na stawianiu czoła nieznanemu – pomimo tego strachu. I o tym jest też „cała ta bajka”. I choć dla każdego niesie pewnie to, co jest mu najbardziej potrzebne, to mam nadzieję, że skłoni Was do zastanowienia się nad tym, co może przynieść Wam oswojenie strachu, który nosicie w sobie…
Bo gdy marzenia i rzeczywistość przenikają się nawzajem, to każda przygoda może być nowym rozdziałem w książce waszego życia 😉
